Nowości:

Menel z parkingu

Menel z parkingu

Pewnego dnia wybrałem sie na parking strzeżony, aby popaczeć na meneli. Gdy dotarłem od razu poczułem ten charakterystyczny smrod. Siedział tam Henryk, Kazek i oczywiscie Dionizy. Dionizy nie był zwykłym menelem. Z wyglądu przypominał raczej rybe albo łysego psa meksykanskiego. Nagle Kazek wstał chwycił swoj rower i zaczął jeździć w kołko. Wtedy postanowiłem zagadać do Dionizego:

– Joł zią, Cusz tam u ciebie sychać?
– A no jest super ustawka ziom, jak widzisz Kazek pokazuje triki na swoim rowerze. – Odrzekł.
Zagadałem także do Kazka:
– Ej zią poka no cos ostrego.
– Grrrrrwrwrrrrrrrrwrrw – Rzekł Kazek, ale nie byłem w stanie go zrozumieć, gdyż mowił nie zbyt wyraźnie.
Wtedy sie zaczeło. Kazek chwycił kierownice i sie wywalił.
– Wrrrrrrrrrrrgswsssssswswssss!!! – Krzykną wyraźnie zdenerwowany.

Okazało sie, iż miał on otwarte złamanie. A na dotatek kosć przerwała mu tetnice przez co krwawił niemiłosiernie. Chciałem wezwać pogotowie, ale nie pamietałem numeru.

– Jaki był numer na pogotowie? – Zapytałem dionizego, ktory własnie czytał numer Gay4U. – O i skąd masz te gazete?
– Wiesz mam prenumerate, bo w kiosku nie chcą mi sprzedać. – powiedział.
– Yyyyy, no własnie te ździry w kiosku nie chcą tego sprzedać… to takie smutne – powiedziałem po czym przypomniałem sobie Kazku. – A własnie jaki był ten numer na pogotowie?
– 992 – rzekł po czym wrocił do czytania swojego gejowskiego czasopisma.

Wyjąłem se swojego tandetnego rożowego plecaka moj przenosny telefon stacjonarny i wybrałem numer.

– Pogotowie gazowe w czym moge pomoc? – Usłyszałem głos w telefonie.
– Yyyy bo ja mam taki problem…..
– Przykro mi…. Mi też te bociany nie dają żyć….. – powiedział głos w telefonie.
– No fakt. Te bociany to straszna zaraza, ale ja mam jeszcze inny problem, bo menel sie wykrwawia, – powiedziałem – Przyjedźcie szybko i co moge zrobić do waszego przyjazdu?
– Tak, trzeba zakrecić głowny zawor gazu. – rzekł głos w telefonie, po czym zakrecilismy zawor, ale Kazkowi wcale to nie pomagało.

Czekalismy na pogotowie, ale ono nie przyjeżdżało. Kazek zrobił sie blady i przestał ruszać wiec coraz bardziej sie nie pokoiłem. Po czterech i poł godziny zadzwonił telefon.

– Yyyy, bo jest taki problem… – powiedział lekko zdezorientowany głos w telefonie.
– Jaki? Bociany wam nie dają spać? – Zapytałem szybko.
– Noo to też, ale tak własciwie to gdzie wy jestescie? – Zapytał speszony.
– No to jest szpitalny parking przy ulicy Armii Czerwonej.
– A dzieki. Nara.
– Nara.

Po pieciu minutach na parking zajechał woz pogotowia gazowego. Zatrzymał sie akurat na miejscu gdzie leżał cieżko ranny Kazek, ale to szczegoł.

– No i gdzie te bociany? – Powiedział facet z pogotowia.
Nie chciałem ich pospieszać wiec zaproponowałem:
– Może napiją sie panowie kawy albo herbaty?
– Ja dziekuje. – powiedział pierwszy facet
– A ja chetnie. Może być herbata. – rzekł drugi.
– O, przepraszam niestety nie ma kawy ani herbaty, ale cusz niech panowie biorą sie do roboty.

Faceci z pogotowia gazowego od razu zajeli sie Kazkiem. Polali go benzynom i podpalili. Dzieki temu można było zrobić sobie ognisko. Wieczor upłyną nam w bardzo miłej atmosferze.
– No już pora na nas – powiedzieli kolesie z pogotowia.
– To dowidzenia.
– Yyy należy sie pienć piendziesiąt. – rzekł drugi
– Moge zapłacić skorą borsuka? – zapytałem uprzejmie.
– Niech bedzie. Dowidzenia.

I tak minął ten piekny dzien. Nigdy nie zapomne tego najwspanialszego pierwszego razu. Od teraz codzienie sie spotykamy i robimy to razem.